dzisiaj chciałabym opisać dokładnie swoje tegoroczne work&travel w Stanach Zjednoczonych, na którym wciąż jestem. Od dziecka zawsze marzyłam o zobaczeniu USA. Zainteresowanie wzbudzały nie tylko Parki Narodowe ze zdjęć z Internetu czy książek, ale również wysokie wieżowce, palmy, miejski zgiełk, żółte taxówki, piękne plaże, ocean, odległości, cudowne domki, school bus, życie Amerykanów kreowane przez seriale i filmy oraz wielkie opakowania w sklepach. Ciekawość wzięła górę ok.2 lata temu, gdy przeglądałam przepiękne zdjęcia na Instagramie, aczkolwiek wtedy nie mogliśmy się tam wybrać. Rok temu przed naszymi wakacjami zdecydowaliśmy się na wyjazd i zapisaliśmy się na program Camp Leaders. Wybraliśmy go trochę z polecenia od znajomych, opinii w Internecie oraz kosztów. Opłaca zapisać się wcześniej! ;)
Aplikacja na program jest to założenie profilu na strone Camp Leaders i uzupełnianie po kolei różnych zakładek. Z czasem pojawiają się nowe dlatego trzeba je śledzić na bieżąco :) Uzupełniliśmy podstawowe informacje na profilu, zgłosiliśmy się i umówiliśmy się na rozmowę z konsultantem na Skype. Rozmowa była bardzo przyjemna, głownie słuchaliśmy, trochę dowiedzieliśmy się o całym programie, jak wszystko przebiega, o dokumentacji, jak wygląda życie tam, odbyliśmy krótką rozmowę po angielsku w celu określenia poziomu języka, który muszą wpisać w naszej aplikacji widocznej dla pracodawców i dostaliśmy czas do namysłu :) Po ok. 2 dniach wydrukowaliśmy umowę w 2 egzemplarzach i wysłaliśmy ją do biura, długo nie czekaliśmy na listonosza, który przyniósł nam jeden egzemplarz podpisany przez biuro. Wpłaciliśmy pierwszą ratę i zabraliśmy się za kompletowanie dokumentów. Wszystkim, którzy mają zamiar wybrać się na program na pewno ułatwi skompletowanie dokumentacji dużo wcześniej. Rejestracja jest bardzo czasochłonna, ale uwierzcie, że dla samego wyjazdu WARTO! :)
DOKUMENTY, które trzeba załączyć do aplikacji:
- skan legitymacji studenckiej
- zaświadczenie o studiowaniu - dostaniecie w dziekanacie
- zaświadczenie o niekaralności - trzeba pójść do sądu i poprosić, koszt znaczka sądowego to 30 zł
- Paszport - kopia strony ze zdjęciem
- zaświadczenie o braku przeciwskazań medycznych - tzw. Medical Form - druk dostępny po zalogowaniu się
- 3 referencje w formie elektronicznej - kwestionariusz referencyjny jest dostępny po zalogowaniu się do aplikacji
- podpisana Umowa Uczestnictwa w Programie - dostępna jak się zalogujecie
- inne certyfikaty, którymi chcecie się pochwalić - można dołączyć
- zdjęcie do wizy zwykłe i w formie elektronicznej - potrzebne przy wypełnianiu wniosku wizowego
- później będzie jeszcze potrzebny kontrakt od pracodawcy
Wszystko musicie dodawać w języku polskim, biuro zajmuje się tłumaczeniem dokumentów.
Teraz gdy dokumentacja jest gotowa i dodana do aplilacji, przychodzi czas na nagranie krótkiego filmiku o sobie. Jest to najśmieszniejsza, a zarazem najtrudniejsza rzecz w czasie aplikacji - przynajmniej dla mnie ;) Ciężko mi było nagrać siebie, a później coś z tego skleić, a w dodatku cały filmik miał być po angielsku! :D
Po uzupełnieniu dokumentów umawia się drugi raz na rozmowę z konsultantem, który wszystko pokolei weryfikuje, uzupełnia, w razie potrzeby poprawia i sprawdza czy wszystko jest w porządku, aby aplikacja mogła być już dostępna dla pracodawców. Gdy już w trakcie rozmowy mieliśmy wszystko potwierdzone czekaliśmy z niecierpliwością na odzew ;) Jak to mówią do 3 razy sztuka! Pierwszy camp nie rekrutował par, a my jechaliśmy we dwójkę razem z moim chłopakiem Tomkiem, drugi nam się nie spodobał, a w dodatku nie pasował nam termin wyjazdu, a trzeci był strzałem w 10! I tak oto jesteśmy w miejscowości Brookline w stanie New Hampshire nad pięknyn jeziorem Potanipo.
Od tej pory, gdy ma się już pracodawcę wszystkie pytania odnośnie campu kieruje się bezpośrednio do dyrektora. My mieliśmy jeszcze zalogować się u nich na stronie, ponieważ tam każdy otrzymywał różne informacje, kontrakt, liste co zabrać, regulamin, handbooka itp. ale wiem, że niektóre campy wysyłają kontrakty e-mailem, więc to wszystko zależy od campu!
Byliśmy w stałym kontakcie z naszą dyrektor, zawsze odpowiadała na wiele pytań więc nie bójcie się pisać! :)
Gdy już wszystko było załatwione, pobiegliśmy do fotografa zrobić zdjęcie do wizy, później musieliśmy zarejestrować się na stronie Ambasady i uzupełnić wniosek wizowy, który swoją drogą bardzo długo uzupełnialiśny, bo jest bardzo dużo pytań, na końcu dołączyliśmy zdjęcie i zapłaciliśmy za wizę. Potwierdzenie wniosku wizowego, jedno zdjęcie do wizy oraz kwestionariusz z biura wraz z paszportem trzeba odesłać kurierem do Camp Leaders. Umówiliśmy się z naszą konsultantką na rozmowę wizową. Wybraliśmy Kraków, bo jakoś lepiej było nam dojechać wtedy z Wrocławia. Spotkaliśmy się z przedstawicielem biura pod Ambasadą, gdzie rozdał nam nasze paszporty wraz z wnioskiem i z tym ustawiliśmy się do okienka na rozmowę. Była to czysta formalność, krótka rozmowa gdzie studiuję, skąd jestem, dokąd jadę i co będę tam robić. Pamiętajcie na rozmowę zabrać ze sobą legitymację oraz indeks ( jeżeli ktoś ma elektroniczny, trzeba wydrukować oceny i pójść do dziekanatu po pieczątkę) mogą przy okienku sprawdzić czy jesteście nadal studentami - mnie akurat nie sprawdzili. Nie można wchodzić z torbami i trzeba później się martwić gdzie ją zostawić. My nie braliśmy, a telefony na chwilkę daliśmy naszemu przedstawicielowi, który na nas czekał do samego końca. Po ok. 3 dniach odesłali nam TNT paszporty do Wrocławia, które odebraliśmy w placówce. Teraz nic tylko odliczać dni do wyjazdu! ❤
No prawie... jeszcze tylko obowiązkowe szkolenie, na którym my akurat byliśmy w Poznaniu, ponieważ nie zdążyliśmy dojechać na spotkanie we Wrocławiu iiii wielkie odliczanie START! :)
Jeżeli macie jakieś pytania to śmiało piszcie.
K.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz